Dramat ucznia: szkolne lektury. Jak zmusić się do ich czytania?

Dlaczego czytanie szkolnych lektur to istna apokalipsa dla wielu uczniów? Przecież każda książka, choćby najgorsza, może być przygodą. Ale… Czy oni na pewno o tym wiedzą? Poznaj główne powody dla których większość lektur jest wręcz znienawidzona i sposoby jak zmusić się do ich czytania. 


 

810cd7fe192102f8521ee06b58b41090Jeśli chodzi o niechęć do czytania lektur przychodzi mi do głowy kilka powodów. Dokładnie pamiętam co przeszkadzało mi i moim znajomym w czasach szkolnych tj. gimnazjum i szkoła średnia.

To, co odrzuca już na samym początku, czyli narzucenie typu: “Macie tydzień na przeczytanie lektury”. Nikt, a w szczególności ja, nie lubi, gdy ktoś każe mu coś robić. Nie znoszę odgórnych poleceń. Co innego, gdy ja sama nakładam na siebie jakieś obowiązki.

I jestem naprawdę wdzięczna Pani polonistce z liceum, która dokładnie to rozumiała. Dawała nam wykaz lektur rocznych z datami. Dzięki temu dokładnie było wiadomo co i kiedy będziemy przerabiać. Oczywiście z czasem zawsze było krucho, ale można było jakoś to sobie rozplanować i co najważniejsze – według własnego uznania.

 

To już zawsze jakiś wybór, prawda? 🙂

Idźmy dalej.
Gdy już wiadomo, że mamy mało czasu na przeczytanie lektury, okazuje się, że jest cholernie długa i trudno przez nią przebrnąć (na przykład “Lalka” Bolesława Prusa – wielkie dzieło, które dla młodego człowieka wymaga ogromnej ilości czasu na rozpracowanie każdego wątku) albo jest krótka i napisana tak, że rozumie się co piąte przeczytane słowo (najczęściej dramaty – nie oszukujmy się, dramaty powinniśmy oglądać, a nie czytać. Przecież po to zostały napisane!)

W każdym razie, nie napiszę tutaj, że jest to kwestia złego doboru lektur. Nie. Dobrze jest “odchamić” się od czasu do czasu, a jeszcze lepiej jest znać klasykę literatury. Rzecz w tym, że nikt, a szczególnie mając niewiele czasu, nie przeczyta tych lektur ze zrozumieniem!

Czy to nie mija się z celem?

Moim zdaniem – mija się. I to bardzo.
Skoro mamy czytać książki z których i tak nic nie zapamiętamy, niczego się nie nauczymy i nie będziemy mogli wykorzystać tej wiedzy w przyszłości…
To po co w ogóle je czytać?

A no właśnie. Pojawia się kolejny problem. Aby go rozwiązać musimy odpowiedzieć sobie na pytanie: “Co zrobić, żeby czytanie lektur było jak najbardziej przyjemne, a przy tym pożyteczne?”

Przed nami twardy orzech do zgryzienia.
Mamy książkę – okropną, która w najmniejszym stopniu nam się nie podoba. Do tego sama wizja czytania (dla wielu młodych osób kompletne i niezrozumiałe marnotrawstwo czasu), która raczej nie zachęca. Przy tym musimy pamiętać, że zostało nam niewiele czasu, a z każdą sekundą jest go coraz mniej.

Jakby tego było mało, dowiadujemy się, że czeka nas sprawdzian z lektury. Sprawdzian, na którym to zostaniemy zapytani o znaczenie utworu, rodzaj literacki, interpretację, charakterystyczne motywy, język, styl, środki artystyczne, konteksty i nawiązania, a nierzadko też o genezę utworu i biogram autora. Krótko mówiąc o rzeczy, których musimy się domyślić, wykombinować coś na swój sposób lub przeczytać ze streszczenia. No właśnie, nie z książki, której kompletnie nie rozumiemy, a ze streszczenia, które jest proste, treściwe i krótkie. 

Cała sytuacja – istny dramat.

Nie dość, że trzeba czytać to jeszcze nie przynosi to żadnego, nawet najmniejszego, pożytku.

 

Kiedy mamy już klarowną sytuację, zapytam:

No i co teraz? 

Wszystko w porządku? Nie. Nic nie jest w porządku. Wniosek? Trzeba to naprawić.
Jak? Tego pytania również nie pozostawiam bez odpowiedzi.

Zacznijmy od tego, że czytanie to przygoda. Musisz zdać sobie sprawę z tego, że każda książka to zupełnie inna historia, napisana w zupełnie inny sposób i przez zupełnie innego człowieka. Możesz nie lubić sposobu w jaki jest napisana albo jej objętości, ale skąd wiesz, że sama historia jest zła? Nie wiesz. Nic nie wiesz, dopóki się nie przekonasz.

Nie myśl o tym jak o obowiązku. Myśl o tym jak o przeżyciu przygody. Przygody, która być może zmieni twoje spojrzenie na świat, ludzi, ich problemy. Zmieni CIEBIE na zawsze. Czy to nie fajne? Stawać się kimś innym za każdym razem, gdy zamykasz kolejną książkę?

Jasne, że fajne. Genialne! Przecież jedno życie to za mało. Czytając książki możesz mieć ich ile tylko zapragniesz!

 

No ale co z czasem? – zapytacie.

Na to też jest sposób. Nawet kilka. Możesz wyrobić w sobie dobry nawyk. To trudna praca, ale naprawdę warta świeczki. Jeśli czytanie stanie się twoim nawykiem, bez problemu poradzisz sobie z lekturami.

Jeśli w ogóle nie lubisz czytać to musisz znaleźć książkę, którą pokochasz. I to jest twoja praca domowa na dzisiaj! Każdy lubi czytać, ale każdy jest inny i sięgnie po coś innego. Nie musisz przecież lubić wszystkiego. Wręcz przeciwnie. Dobrze jest mieć swoje zdanie.

Są też sposoby dla leniwców i tych, którzy wolą iść na skróty. To na przykład audiobooki. Nie jest to zła opcja, ale tylko wtedy, gdy słuchając, śledzisz tekst w książce. Inaczej nic nie zapamiętasz, a przecież nie o to chodzi.

 

Jak przygotować się do sprawdzianu z lektury?

Zacznij od przeczytania książki. Zakładam, że nie wszystko zrozumiesz i nie wszystko zapamiętasz. Część rzeczy może wydać ci się nieprzydatna, gdy one będą najważniejsze. Dlatego dobrze jest przeczytać rzetelne opracowanie lektury. Powtarzam – rzetelne!

W sieci jest wiele opracowań, które zamiast pomóc, pogorszą sprawę. Zawierają błędy rzeczowe albo są niedokładne. Uważaj na to, co czytasz. Ja polecam opracowania lektur i wierszy w formie książkowej. Są przynajmniej sprawdzone.

I jak?

Wiesz już co robić? Mam nadzieję, że tak. To proste, a przecież większość prostych odpowiedzi po prostu pomijamy. Nie ma takiej potrzeby. Siadaj i czytaj, słuchaj, rób notatki z pomocą opracowań. Po prostu przeżywaj tę historię i pracuj nad nią. 

 

Hej! Wszyscy, którzy nie lubicie czytać!
Przypominam o pracy domowej. 😉

 

Gotowi? 
Do książki….
START!

Advertisements

5 Comments

  1. Aż się wspomina szkolne problemy, dużo bardziej banalne niż te życiowe – prawdziwe ale dla młodego człowieka to bardzo motywujący poradnik. W szkole mało nauczycieli ma na tyle wyobraźni aby te trudności dostrzec. Sam byłem zawsze czarną owcą, bo też nie cierpiałem gdy ktoś cokolwiek mi narzucał. Prędzej sam od siebie przerobiłem cały rozdział matematyki niż rozwiązałem jedno jedyne zadanie domowe zlecone z dnia na dzień. Tak po prostu, czasem tylko dlatego, że ktoś mi kazał i nie miałem oporów żeby o tym mówić szczerze, za co byłem “karany” dodatkowo i niejednokrotnie stawiany w świetle bezczelnego antyprzykładu. Jak mogłem nie dać sobie narzucić dysponowania swoim wolnym czasem przez osoby trzecie, cóż za niesubordynacja. Natomiast kolega obok, który tłumaczył się jak dziecko, że zapomniał lub spędzał czas z chorą babcią czy coś w ten deseń już był usprawiedliwiony. Cieszę się, że mam to za sobą.

    Liked by 3 people

    1. Myślę, że w życiu jest wiele podobnych niesprawiedliwości, nawet wtedy, gdy szkołę ma się już za sobą. 😉 W prawdzie ten wpis miał być na użytek uczniów, a zdaje się, że i rodzicom mógłby zafundować szybki “powrót do szkoły”. Ja większość lektur przeczytałam na dłuuugo po terminie. Część z nich także po skończeniu szkoły i okazuje się, że czasami dobrze jest sięgnąć po coś z klasyki. To może być nawet całkiem przyjemne, choć każdy ma swój gust. 😉 Dziękuję za komentarz i z niecierpliwością czekam na kolejny wpis na Twoim blogu, Danielu.

      Liked by 2 people

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s